środa, 4 września 2013

Paris, la rentrée et d'autres histoires. / Paryż, rozpoczęcie roku i inne historie.

Et voilà, c'est parti ! C'est déjà la rentrée et mon aventure a commencé pour de vrai. Mais avant d'en parler... il faudrait que je vous raconte ce que j'ai fait ces deux dernières semaines de vacances... (comment ça, deux semaines ?! le temps passe si vite...) Soyons une fois vraiment synthétique... (nous de majesté, chères amies romanistes...)
Les travaux à Templeuve ont dû accélérer pour que tout soit prêt pour la rentrée. Je venais donc aider là de temps à autre (avec une efficacité plutôt médiocre), en pleine admiration devant l'engagement de certains dans ce chantier (et ces "certains", ils savent que je parle d'eux ! ).
Un jour, je suis aussi allée travailler avec mes amis de la Poudrière. Pendant toute la journée, on a habillé des poupées !

No i proszę! Zaczęło się! Już po rozpoczęciu roku i moja przygoda rozpoczęła się na dobre. Ale zanim Wam coś o tym opowiem, powinnam nadrobić zaległości z ostatnich dwóch tygodni wakacji (jak to, dwóch tygodni?! czas ucieka w zawrotnym tempie...) Niech więc chociaż tym razem uda mi się opowiedzieć to wszystko w skrócie...
Remont w Templeuve musiał nieco przyspieszyć, aby wszystko było gotowe na rozpoczęcie roku. Jeździłam więc od czasu do czasu trochę tam pomagać (moja skuteczność była raczej przeciętna), pełna podziwu wobec zaangażowania niektórych osób w ten projekt (mówię Wam! są tutaj tacy, którzy przez całe wakacje pracowali tam od rana do wieczora!)
Raz pojechałam również popracować razem z moimi przyjaciółmi z Poudrière. Przez cały dzień ubierałyśmy lalki...


Et ensuite... je suis allée à Paris. Ou plutôt : je suis allée voir mes amis à Paris. Parce que Paris en tant que tel... bon, c'est pas pour moi. C'est trop grand, trop bruyant, c'est trop, trop, trop... Et pourtant, ces 4 jours que j'y ai passé ont été très agréables : j'ai pu revoir certains de mes amis polonais, français que je n'ai pas vus depuis longtemps ou, au contraire, que je viens de quitter à Cracovie en juillet...

A potem... pojechałam do Paryża. Czy też raczej: zobaczyć się ze znajomymi w Paryżu. No bo Paryż sam w sobie... cóż, to nie dla mnie. Zbyt duży, zbyt głośny, zbyt, zbyt, zbyt... A mimo to, cztery dni, które tam spędziłam, były dosyć przyjemne: mogłam zobaczyć kilku dobrych znajomych z Polski i Francji. Niektórych nie widziałam od dawna, a niektórych dopiero co pożegnałam w Krakowie w lipcu...

Lulu Soleil, une amie de Cergy qui est venue fin juin éclairer mes tristes jours à Cracovie et Espérance, sa chatte couleur vache.
Lulu Soleil, znajoma z Cergy, która końcem czerwca przybyła do Krakowa, by rozświetlić moje smutne dni i Espérance, jej łaciata kotka.

Kasia et Misia, mes amies romanistes de l'univ de Cracovie et... La Tour Eiffel.
Kasia i Misia, koleżanki romanistki z UJ oraz... Wieża Eiffla.

Au bord de la Seine...
Nad Sekwaną...

Deux Kasia dans un café parisien où il s'avère que le diplôme en philologie romane n'est pas forcément très utile quand on veut commander un café...
Dwie Kasie w paryskiej kawiarni, gdzie okazuje się, że licencjat z filologii romańskiej nie przydaje się zbytnio, kiedy chce się zamówić kawę...

La maman de Lulu, Aimée.
Mama Lulu, Aimée.

Une autre Misia, une amie du lycée qui vit maintenant à la Défense...
Inna Misia, koleżanka z liceum, która mieszka teraz na la Défense...

Miszka cuisine...
Miszka gotuje...

Ouais, enfin, on est à Paris...
No w końcu jesteśmy w Paryżu...
Place Saint-Sulpice.

L'église Saint-Sulpice.
Kościół Saint-Sulpice.

Jardin du Luxembourg : un bateau polonais flotte sur l'eau...
Ogród Luksemburski : polski stateczek unosi się na wodzie...

Moi et Miszka au Jardin du Luxembourg.
Ja i Miszka w Ogrodzie Luksemburskim.

Avec Damien, un ami de l'échange avec un lycée de Chartres.
Z Damienem, kolegą z wymiany z liceum w Chartres

Sainte-Chapelle

Saint Louis
Święty Ludwik

Méla au jardin médiéval du Musée de Cluny.
Mela w średniowiecznym ogrodzie przy Muzeum Cluny.
On chante et on danse au bord de la Seine...
Śpiewy i tańce nad brzegiem Sekwany...

Quant aux travaux à Templeuve... Je crois qu'il suffit de voir les résultats et on n'a plus besoin de commentaire...

Jeśli zaś chodzi o remont w Templeuve... Sądzę, że wystarczy zobaczyć efekty i nie potrzeba żadnego komentarza...



Et dimanche, le premier septembre, c'était la fête de la rentrée (ce qui peut paraître un peu bizarre à mes amis polonais). En fait, tout était complètement différent de la rentrée que je connais de mon pays et de mes écoles. Ah, c'était plein de couleurs et de joie, tandis que chez nous, c'est toujours très, très officiel.

A w niedzielę, pierwszego września, świętowaliśmy rozpoczęcie roku szkolnego (co dla Polaków może wydawać się nieco dziwne, przyznaję!). Rzeczywiście, wszystko było zupełnie inaczej niż na tradycyjnym, polskim rozpoczęciu roku, które tak dobrze znam... Żadnego hymnu, białych bluzeczek, nic z tych rzeczy... Za to: dużo kolorów i dużo radości! Zobaczcie sami!


Toutes les photos / Wszystkie zdjęcia: https://plus.google.com/photos/114227428259163223166/albums/5918736700096139393?banner=pwa

J'ai rattrappé ce que j'avais à rattrapper (mais j'avoue, un peu à la va-vite...) et maintenant il ne me reste qu'à vous parler de mon aventure au jardin d'enfants, mais ça serait trop pour cet article... il vous faudra donc attendre encore un peu pour savoir comment je me débrouille en tant que jardinière d'enfants ( ou plutôt aide-jardinière ). De toute façon, mes premières impressions sont très, très positives... À bientôt alors ! :)

Nadrobiłam, co miałam nadrobić (przyznaję, nieco na szybko...), więc teraz pozostaje mi już tylko opowiedzieć o mojej przygodzie w przedszkolu. Ale to byłoby za dużo jak na jednego posta... Będziecie więc musieli jeszcze trochę poczekać, by dowiedzieć się, jak sobie radzę jako pani przedszkolanka (czy też raczej pomoc pani przedszkolanki). Moje pierwsze wrażenia są jednak jak najbardziej pozytywne... Na razie! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz